CZŁOWIEK: TWÓR WSZECHŚWIATA - TWÓRCA NAUKI Zobacz większe

CZŁOWIEK: TWÓR WSZECHŚWIATA - TWÓRCA NAUKI

Nowy

Robert Janusz, ks. Janusz Mączka, ks. Michał Heller

: OBI
: Książki

16,00 zł

Opis

Materiały z konferencji „Człowiek – twór wszechświata i twórca nauki” zostały podzielone na pięć bloków: „Matematyka i filozofia”, „Kosmos i życie”, Umysł w kosmosie”, „Obraz świata i metodologia” i „Kultura i język”. Ta wieloaspektowość ujęcia przewodniego tematu konferencji odpowiada dzielonemu przez uczonych przekonaniu, że w człowieku ewolucja kosmiczna osiągnęła poziom samoświadomości i z chwilą, gdy to nastąpiło, człowiek stał się twórcą – twórcą długiego ciągu dokonań, zmierzających do zrozumienia wszechświata i siebie samego w nim.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733245-1-0
rok wydania 2007
typ wydania1 1
ilość stron 231
format A5

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

CZŁOWIEK: TWÓR WSZECHŚWIATA - TWÓRCA NAUKI

CZŁOWIEK: TWÓR WSZECHŚWIATA - TWÓRCA NAUKI

Spis treści

Michał Heller CZŁOWIEK — TWÓR I TWÓRCA

CZĘŚĆ I: MATEMATYKA I FILOZOFIA
Roman Duda POZNAWANIE ŚWIATA A MATEMATYKA
Roman Murawski MATEMATYK — TWÓRCA CZY ODKRYWCA?
Krzysztof Wójtowicz CZY ŹRÓDŁEM WIEDZY MATEMATYCZNEJ JEST INTUICJA CZY DOŚWIADCZENIE?
Stanisław Krajewski NEOPITAGOREIZM WSPÓŁCZESNY: UWAGI O ŻYWOTNOŚCI PIAGOREIZMU

CZĘŚĆ II: KOSMOS I ŻYCIE
Leszek M. Sokołowski CZŁOWIEK JAKO TWÓRCA TEORII FIZYCZNYCH W WIELOŚWIECIE
Stanisław Bajtlik CZY ISTNIEJE ŻYCIE POZA ZIEMIĄ?
Witold Marciszewski CZŁOWIEK — TWÓR WSZECHŚWIATA I JEGO WSPÓŁTWÓRCA

CZĘŚĆ III: UMYSŁ W KOSMOSIE
Gordon McCabe STRUCTURAL REALISM AND THE MIND
Robert Poczobut TWÓRCZY UMYSŁ W TWÓRCZYM WSZECHŚWIECIE
Jan Kaiser CZY MOŻNA DOTRZEĆ BADAWCZO DO SUBIEKTYWNOŚCI?
Edward Nęcka OGRANICZENIA POZNANIA I SAMOPOZNANIA Z PUNKTU WIDZENIA PSYCHOLOGU POZNAWCZEJ I EWOLUCYJNEJ

CZĘŚĆ IV: OBRAZ ŚWIATA I METODOLOGIA
Marek Hetmański O MIEJSCU FILOZOFII W NAUKOWYM OBRAZIE ŚWIATA
Witold Strawiński CZŁOWIEK, WSZECHŚWIAT, METODOLOGIA.

CZĘŚĆ V: KULTURA I JĘZYK
Elżbieta Kaluszyńska EWOLUCJA CZY KULTURA?
Mieszka Talasiewicz. JĘZYK: WYTWÓR ŚRODOWISKA — NARZĘDZIE OPISU

INDEKS OSÓB

 

Fragment

Michał Heller

CZŁOWIEK – TWÓR I TWÓRCA

Dzieło usunięcia człowieka z centrum Wszechświata powszechnie przypisuje się Kopernikowi, w istocie jednak sprawa była znacznie bardziej skomplikowana. Przede wszystkim przed Kopernikiem Wszechświat nie był antropocentryczny, lecz teocentryczny. Owszem, Ziemię, wraz z człowiekiem, umieszczano w geometrycznym środku Wszechświata, ale środek ten był uważany za miejsce raczej „nikczemne". Do środka spadła najcięższa i najbardziej „brudna" materia i właśnie z tego „kosmicznego śmietnika" została utworzona Ziemia i jej mieszkańcy. Model wszechświata, utrwalony w średniowiecznej literaturze, przedstawia Wszechświat na kształt grodu: w środku na tronie zasiada cesarz — Bóg, a dalej, w kolejnych kręgach. Jego dostojnicy i rycerze — aniołowie, a ludzie dopiero w podegrodziu za murem miejskim. C.S. Lewis pisze: „[...] jak miał powiedzieć Dante wyraźniej niż ktokolwiek inny, porządek przestrzenny jest odwrotnością duchowego, a materialny kosmos odzwierciedla, a więc odwraca, rzeczywistość tak, że to, co jest naprawdę obwodem, wydaje się nam osią"'.
Jednakże dzieło Kopernika istotnie wywołało szok. Nie był to jednak szok nagły; narastał powoli, ale gdy nabrał siły, wstrząsnął podstawami społecznej świadomości. Okazało się, że wraz z „centralnym śmietnikiem" likwidacji uległ także „uprzywilejowany obwód". Rozpoczął się proces detronizacji Boga, który w okresie oświecenia uznano za już dokonany. To całkowite przeorganizowanie dotychczasowego obrazu świata z czasem nazwano „rewolucją kopernikowską". Wywołała ona duże, przeciwstawne sobie, reakcje.
Nauki przyrodnicze nadal prowadziły proces marginalizacji człowieka. Stało się to najpierw widoczne w ich metodzie. Wydawało się, że suche formuły matematyczne, którym posłusznie ulegały coraz większe obszary materialnego świata, eliminują z nauki ludzki pierwiastek intuicji, twórczości, wglądu do istoty rzeczy. A ludzkie poznanie, tak pieczołowicie analizowane przez średniowiecznych metafizyków, coraz bardziej redukowało się do „bezpośrednich doznań zmysłowych", a i one okazywały się stopniowo tylko etapem przejściowym, prowadzącym do redukowania wszystkiego do wyników pomiarów, czyli do zestawów liczb, które należało tylko umiejętnie wstawić do matematycznych formuł. Człowiek w najlepszym razie był tylko ogniwem pośredniczącym, o którym należało zapomnieć, gdy produkt (teoria naukowa) był już gotowy.
Potem człowiek, już nie jako podmiot poznający, lecz jako gatunek biologiczny, został zepchnięty do roli jednego z wielu elementów kosmicznej machiny. Darwinowska teoria ewolucji wywołała taki opór i taką burzę dyskusji przede wszystkim dlatego, że proces degradacji człowieka doprowadziła — jak się wydawało — do radykalnego dna.
Drugi „ciąg reakcji" na kopernikowski przewrót prowadził dokładnie w przeciwnym kierunku. Jeżeli człowiek został usunięty z geometrycznego środka Wszechświata, należy znaleźć dla niego inne — równie godne, lub jeszcze godniejsze — miejsce. Aleksander Koyre twierdzi, że mistyka niemiecka XV i XVI w. (Jakub Boehme, Sebastian Franek, Walenty Weigel) była reakcją na „kosmiczne osamotnienie" wywołane dziełem Kopernika:
mimo swojego „kosmicznego zdecentralizowania" człowiek pozostaje najważniejszym elementem dzieła stworzenia ze względu na swoją relację z Bogiem. Wraz z Kartezjuszem dokonał się w filozofii „zwrot ku podmiotowi". Wszystko jest wątpliwe, ale nie można wątpić w to, że „myślę, więc jestem". Różne kierunki filozoficzne zaczęły drążyć to „jestem" na różne sposoby. Kierunki filozoficzne, hołdujące tej tendencji, z natury rzeczy ciążyły ku naukom humanistycznym, i to do tego stopnia, że niekiedy trudno jest przeprowadzić wystarczająco ostro zarysowaną linię demarkacyjną pomiędzy naukami humanistycznymi a filozofią uprawianą „w stylu podmiotowym".
Skutki tych procesów, które zostały zapoczątkowane u progu ery nowożytnej, trwają do dziś. Współczesna scena filozoficzna jest podzielona na dwie strefy: strefę filozofii analitycznej, która główne swoje zadanie upatruje w możliwie najbardziej precyzyjnej analizie nauk przyrodniczych, ich dokonań i ich metody, oraz strefę filozofii humanistycznej, koncentrującą się na dociekaniu „spraw ludzkich" bez jawnej pomocy nauk przyrodniczych. Obydwa określenia — filozofia analityczna i filozofia humanistyczna — jako (w tym kontekście) nazwy zbiorcze są nieco rozmyte i zawierają w sobie odniesienia do wielu, niekiedy bardzo odmiennych, kierunków myślowych. Podział sceny filozoficznej na dwie strefy ma wszelkie cechy międzyludzkich podziałów: obszary po obydwu stronach dzielącej je linii nie tylko są inne, ale odnoszą się do siebie nieufnie, niekiedy wręcz wrogo.
Tymczasem w naukach matematyczno-empirycznych następował nieustanny postęp, a wraz z nim coraz dalej idące wyostrzanie metody i właśnie tu, dość nieoczekiwanie, zaczęła się wyłaniać problematyka człowieka. W mechanice kwantowej pomiary — wykonywane obecnie na pojedynczych cząstkach elementarnych — są tak subtelne, że nie można już mówić o badanych obiektach bez uwzględniania faktu, że się je bada. Ale do badania niezbędny jest badacz — obserwator. Nie można przynajmniej nie postawić pytania o jego rolę w konstytuowaniu naukowego obrazu świata.
Nieco później, ale w otoczce znacznie większego rozgłosu, problematyka człowieka pojawiła się we współczesnej kosmologii. Mam oczywiście na myśli tzw. zasady antropiczne. Ogromny postęp, jaki dokonał się w ostatnich dekadach w kosmologii, i to przede wszystkim w kosmologii obserwacyjnej (towarzyszył mu oczywiście również postęp teoretyczny), dał bardzo wiarygodny obraz wczesnych etapów kosmicznej ewolucji. Stawało się coraz bardziej oczywiste, że warunki początkowe tej ewolucji musiały być bardzo szczególne („delikatnie zestrojone" —fine tuned, jak mówią kosmologowie), aby doprowadzić do Wszechświata, w jakim obecnie żyjemy. Zasady antropiczne, mówiąc najogólniej, eksploatują związek pomiędzy szczególnymi warunkami początkowymi Wszechświata a naszym obecnym istnieniem we Wszechświecie. Jeżeli istniejemy tu i teraz, to warunki początkowe musiały być takie, że mogliśmy zaistnieć. Nie tu miejsce na referowanie różnych ujęć zasad antropicznych i toczących się wokół nich dyskusji. Niekiedy w tych dyskusjach zapominano o tym, że warunek konieczny nie stanowi jeszcze wyjaśnienia. Jednakże w tej chwili nie są dla mnie istotne szczegóły analiz i ich trafność, lecz psychologiczny fakt, że z chwilą, gdy uchyliła się furtka dla „ludzkich spraw" w nauce, to wręcz rzucono się do niej. Nauka ma wszakże swoje mechanizmy obronne i po pierwszej fali euforii ideologiczne dysputy (zarówno w sprawie obserwatora w mechanice kwantowej, jak i w sprawie zasad antropicznych) wycofały się do filozoficznej otoczki nauki, pozostawiając teorie i modele naukowe właściwym dla nich metodom.
W końcowych dekadach XX w. zaszły istotne zmiany w ogólnej filozoficznej atmosferze. Ustąpienie dominującej roli pozytywizmu nie mogło nie wywrzeć wpływu na zainteresowania uczonych i myślicieli. Tematy dotychczas skazane na banicję z „metodologicznie poprawnych" obszarów stały się nie tylko dopuszczalne, ale niekiedy nawet atrakcyjne. Fakt ten niewątpliwie złagodził bariery pomiędzy różnymi stylami i kierunkami myślenia. W niektórych kręgach przedstawicieli nauk przyrodniczych i ścisłych zainteresowania filozofią, a nawet teologią, stały się modne. Tendencje te znalazły odbicie w literaturze popularno-naukowej. Tym niewątpliwie pozytywnym przemianom towarzyszą jednak i negatywne objawy. Niemała liczba autorów, z różnych względów szukająca poklasku szerokich rzesz odbiorców, poszła na popularyzacyjną łatwiznę, karmiąc swoich czytelników filozoficzną papką zmieszaną z tanią popularyzacją nauki.
Nauka, wraz ze swoją filozoficzno-refleksyjną otoczką, rozwija się w społeczeństwie i przemiany społeczne nie mogą pozostawać bez wpływu na naukę. A przemiany te dokonują się ostatnio w zawrotnym tempie i ich wpływu na naukę, jej uprawianie i myślenie o niej doświadczamy obecnie w dużym stopniu (rzadko tylko zdając sobie z tego sprawę). Chociaż jest to niewątpliwie interesujący splot zagadnień (o charakterze socjologiczno-psychologicznym) i pozostający w ścisłym związku z problemem „miejsca człowieka we Wszechświecie", musimy go odłożyć na inną okazję.
Pozostając wyczuleni na ewentualne zagrożenia, płynące ze zbyt niefrasobliwych wycieczek niektórych naukowców w dziedzinę filozofii i równie beztroskie nadużywanie teorii naukowych do swoich celów przez niektórych filozofów, mamy jednak podstawy, by twierdzić, że przeżywamy obecnie dobry moment do interdyscyplinarnej refleksji nad miejscem człowieka we Wszechświecie i jego rolą w nauce. A tradycja krakowskich spotkań stwarza po temu dodatkowo sprzyjającą okazję.
Rozmaite filozofie człowieka usiłowały odczytać naturę człowieka, bądź wnikając w doświadczenie ludzkiej samoświadomości, bądź usiłując dowiedzieć się czegoś o człowieku poprzez analizę jego wypowiedzi o nim samym, bądź też po prostu drogą „oświeconych refleksji". Nie kwestionując żadnej z tych prób, nie można już dzisiaj w filozoficznej refleksji nad człowiekiem ignorować tego, co na temat człowieka mają do powiedzenia nauki empiryczne. Nie można oddzielić istoty zjawiska od jego genezy, a geneza fenomenu ludzkiego jest ewolucyjna. Nić ewolucyjna, która stworzyła człowieka, nie jest czymś izolowanym od innych zjawisk we Wszechświecie. Stanowi ona tylko jedno włókno w wielkim procesie kosmicznej ewolucji. Jesteśmy niezwykle precyzyjnie wtopieni w sieć oddziaływań tworzących kosmos.
Nauki neurokognitywne rozszyfrowują dzisiaj wiele mechanizmów związanych z naszą świadomością, poznaniem i myśleniem, a niektóre zagadnienia tradycyjnej epistemologii stają się dziś terenem badawczym empirycznych nauk kognitywnych.
Człowiek jest niewątpliwie tworem Wszechświata, ale tworem szczególnym. To właśnie w człowieku ewolucja kosmiczna osiągnęła poziom samoświadomości i z chwilą, gdy to nastąpiło, człowiek stał się twórcą — twórcą długiego ciągu dokonań, zmierzających do zrozumienia Wszechświata i siebie samego w nim. Współczesna nauka jest wykwintem tego procesu.
Tytuł naszej konferencji „Człowiek — twór wszechświata i twórca nauki" jest dobrym hasłem wywoławczym do podjęcia trudu zdążania do pewnego rodzaju syntezy. Jesteśmy sami dla siebie zagadką, której zapewne nigdy do końca nie rozwiążemy, ale bez próby spojrzenia na człowieka przez powiększające szkło stworzonej przez niego nauki będziemy skazani na dawanie pozornych odpowiedzi na źle postawione pytania.