TWÓRCZA OBECNOŚĆ W MAŁŻEŃSTWIE Konferencje dla żon i mężów Zobacz większe

TWÓRCZA OBECNOŚĆ W MAŁŻEŃSTWIE Konferencje dla żon i mężów

Nowy

ks. Teodor Szarwark

: Kazania
: Książki

12,00 zł

Opis

Zbiór pięciu zestawów konferencji na temat małżeństwa. W ujęciu doświadczonego kaznodziei jest ono domeną szczególnie sprzyjającą ludzkiej twórczości. Kiedy autentyczna miłość połączy dwoje ludzi, zyskują oni bowiem szansę uczynienia swojego życia prawdziwym dziełem sztuki, ujawniającym w pełni jego wartość i pozwalającym im na realizację innych swoich powołań.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733272-7-6
rok wydania 2009
ilość stron 70
format A5

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

TWÓRCZA OBECNOŚĆ W MAŁŻEŃSTWIE Konferencje dla żon i mężów

TWÓRCZA OBECNOŚĆ W MAŁŻEŃSTWIE Konferencje dla żon i mężów

Spis treści

I Zestaw tematów
1. Konieczność ciągłego doskonalenia się małżonków
2. Trudy małżeńskie szansą na pogłębienie miłości do Boga
3. Małżeństwo szkołą miłości człowieka

II Zestaw tematów
1. Małżeństwo wymaga ciągłej zmiany na lepsze
2. Czy sami zmieniacie się na lepsze?
3. Czy pomagacie sobie w małżeńskim doskonaleniu się?

III Zestaw tematów
1. Miłość małżeńska środkiem do osiągnięcia świętości
2. O miłość trzeba zabiegać
3. Trudności w praktykowaniu miłości małżeńskiej

IV Zestaw tematów
1. Małżeństwo jest drogą do świętości, bo dźwiga się na niej krzyż
2. Jak dźwigać krzyż w małżeństwie?
3. Twoją mocą krzyż Chrystusowy

V Zestaw tematów
1. Rola modlitwy w życiu małżeńskim
2. Indywidualna czy wspólna modlitwa?
3. Troska o jakość modlitwy
 

Fragment

1. KONIECZNOŚĆ CIĄGŁEGO DOSKONALENIA SIĘ MAŁŻONKÓW

Niejedna mężatka i matka wzdycha: „och, żeby nie te dzieci, żeby nie ten mąż, żeby nie te kłopoty, to byłabym lepsza, mogłabym częściej przystępować do Komunii św.”. Niejednej z nich wydaje się, że stale w stanie łaski mogą znajdować się tylko zakonnice i zakonnicy, bo małżeństwo jest przeszkodą na drodze do świętości. Podobnie myślą mężowie i ojcowie.
A jednak pośród różnych dróg, na których można się uświęcić
i które prowadzą do zbawienia, jest także małżeństwo. W tej chwili dla was nie ma innej drogi, na której moglibyście się doskonalić, pogłębiać. Tylko małżeństwo i poprzez małżeństwo możecie zbliżać się do Boga, możecie upodabniać się do Chrystusa.
Wynika to z sakramentu małżeństwa, który jest znakiem, obrazem związku, jaki istnieje między Jezusem Chrystusem a ludźmi tworzącymi Kościół. Św. Paweł określa małżeństwo jako „tajemnicę wielką (...) w odniesieniu do Chrystusa i do Kościoła” (Ef 5,32).
Kiedy narzeczeni zawierają ślub, wtedy zostają włączeni w miłość, jaka łączy Chrystusa z Kościołem. Kiedy młodzi ludzie zawierają związek małżeński – spotykają się z Chrystusem. Chrystus wkracza w ich życie i odtąd stale im towarzyszy. Jest wśród nich obecny, ludzką ich miłość, zasilając swoją miłością. Wspomaga ich swoimi łaskami. Jeśli miłość małżeńska odzwierciedla miłość, jaka łączy Chrystusa z Kościołem, to „chcę”, które wypowiadają narzeczeni przy ołtarzu, jest echem gotowości Syna Bożego, by stać się człowiekiem i poświęcić się dla człowieka. Jeśli Chrystus jest obecny w małżonkach, jeśli jest z nimi, to oni mają naśladować Go w miłości, w wierności aż do końca. Aby Chrystus rzeczywiście mógł się ukazywać poprzez ich czyny i słowa, muszą się doskonalić na wzór Chrystusa, muszą się uświęcać. Do wszystkich ludzi bez wyjątku bowiem odnoszą się słowa Pana Jezusa: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48).
Doskonalenie się żony i męża sprzyja szczęściu w małżeństwie. Na ten temat mówi się i pisze bardzo dużo. Różni ludzie dają rozmaite rady, co należy robić, aby to szczęście osiągnąć. 50-letni jubilaci mówili, że nie można wychodzić za mąż czy się żenić zbyt wcześnie; że trzeba sobie wzajemnie ustępować; że trzeba umieć rezygnować z ostatniego słowa; że nie należy sobie wypominać przeszłości. Na pewno w tych wszystkich radach jest dużo racji. Ale jedno jest pewne: szczęście w małżeństwie zależy od długotrwałej pracy nad sobą – tak męża, jak i żony.
Przecież on i ona są tylko ludźmi – słabymi, obarczonymi wadami, ludźmi grzesznymi. Poza tym jedno i drugie, wstępując w związek małżeński, miało swoje plany i wyobrażenia. Ona była przekonana, że mąż będzie zawsze dla niej czuły, że będzie miała ileś tam dzieci, dom... A po ślubie okazuje się, że dom wciąż wymaga remontu, dzieci sprawiają kłopoty, a mąż dawno stał się oschły.
I teraz trzeba zapomnieć o swoich oczekiwaniach, marzeniach. Dotyczy to także mężczyzn – i oni mogą czuć się zawiedzeni, rozczarowani, że jest inaczej, niż się spodziewali. Teraz trzeba znosić wady, borykać się z problemami, przebaczać. Równocześnie trzeba pracować nad sobą, kontrolować swoje odruchy, walczyć ze stereotypami... Bez tego doskonalenia nie będzie szczęścia. Wciąż sprawdzają się słowa św. Pawła: „Zresztą, bracia, radujcie się, dążcie do doskonałości, pokrzepiajcie się na duchu, jedno myślcie, pokój zachowujcie, a Bóg miłości i pokoju niech będzie z wami” (2 Kor 13,11).
Niewątpliwie małżonkowie borykają się z trudnościami, jakich nie ma na przykład zakonnica. Ale przecież żadna z dróg do Boga nie jest wolna od takich czy innych przeszkód. Małżeństwo dostarcza problemów, ale przecież małżonkom towarzyszy także pomoc, łaska samego Chrystusa, o czym zapewnia św. Paweł: „Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości” (Rz 8,26). Łaska działa, tylko trzeba o niej pamiętać, w nią wierzyć, jej ufać i z nią współpracować. Jedna z kobiet tak mówiła o swoim małżeństwie: „Często zastanawiam się, dlaczego nasze małżeństwo trwa mimo tylu obiektywnych trudności? Jako katoliczka wierzę, że zawdzięczamy to tylko czemuś tak nieuchwytnemu, jak łaska Boża...”.
Pomocą w zbliżaniu się do Boga jest też sama żona, sam mąż. Właśnie w dniu ślubu zobowiązują się oni, że we dwoje pójdą drogą życia, że we dwoje będą szli do Boga, że na drodze do Boga będą się wzajemnie wspomagać. Mąż nieraz podnosi żonę na duchu, uspokaja, zachęca. Jedna z pań tak pisała o swoim mężu: „Zbliża się siedemnasta rocznica naszego ślubu. To szmat czasu, to ładny kawał życia, który razem przeszliśmy, nie obok siebie, lecz ręka w rękę, razem. Odczuwaliśmy zawsze, że nie jest «nas dwoje», ale że jesteśmy jednym, złączeni zarówno w troskach i kłopotach, jak i radościach i sukcesach. Będę prosić Boga, aby błogosławił nam na dalsze lata nieustannej miłości”.
To on, mąż, pomaga w zbliżaniu się do Boga, bo szczerze, bez osłonek, zdarza się, że w złości, ale też w chwili czułości, zwraca żonie uwagę na błędy w postępowaniu, na jej wady charakteru. Zwraca uwagę raz, drugi, dziesiąty. Nieraz przez długie lata. W ten sposób przypomina na przykład, że trzeba pomyśleć, zanim się coś wykona, że przesada w trosce o dzieci jest błędem pedagogicznym. To ona, żona, pogłębia życie duchowe męża, kiedy wyciąga go na koncert, do muzeum czy kina; kiedy otwiera go na piękno przyrody, muzyki, sztuki.
Nieraz uwagi i wymagania małżonków są niesłuszne. Nie należy się więc wówczas do nich stosować. Trzeba się im opierać. To będzie znów dodatkowym krzyżem małżeńskim. Małżeństwo, rodzina, dostarcza wiele kłopotów. One, towarzysząc człowiekowi, ułatwiają doskonalenie, zdobywanie wielu cnót, zalet charakteru, a tym samym zbliżają do Boga.
W czym żona ma się doskonalić? Powinna uwzględnić życzenia i pragnienia męża. Powinna rozwijać w sobie różne umiejętności: te, które przydają się na co dzień – gotowania, prowadzenia gospodarstwa, wychowania dzieci – ale także umiejętności innego rodzaju, zależne od indywidualnych zainteresowań i potrzeb. To one często decydują o smaku życia. Kobieta powinna też rozwijać swoje pasje. Niech na jej życie nie składa się tylko szara codzienność, bo to grozi jej zgorzknieniem. Podobnie mężczyźni powinni się jakoś pogłębiać – niektórzy przez aktywny tryb życia, inni – dzięki pogłębionej refleksji nad sobą. Także oni muszą się doskonalić.
Jest jednak coś więcej. Małżeństwo wymaga naśladowania Chrystusa w otwarciu się na drugiego człowieka. Małżeństwo wymaga pogłębienia modlitwy. W ogóle ma być ciągłym doskonaleniem siebie w służbie człowiekowi i Bogu.
Dlatego źle postępuje żona, która po zawarciu ślubu myśli sobie: „Chwała Bogu – zdobyłam go – mogę być spokojna, nie muszę udawać, mogę być taka, jaka jestem naprawdę”. Błądzi mąż, który sądzi, iż po zdobyciu ukochanej kobiety może już spocząć na laurach i przestać się starać. Wciąż trzeba o siebie wzajemnie zabiegać. Wciąż na nowo trzeba zakorzeniać się, wzrastać, dojrzewać. Kto inaczej pojmuje życie w małżeństwie, ten daje dowód na to, że nie rozumie jego istoty i że zapomina, iż Jezus Chrystus wciąż woła: „Bądźcie więc doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski” (Mt 5,48). Kto inaczej pojmuje życie w małżeństwie, ten zaprzepaszcza szansę na osiągnięcie w nim szczęścia, ten unieszczęśliwia siebie i drugiego. Żony i mężowie, pamiętajcie, że waszą drogą do Boga, do świętości, jest małżeństwo.