Listy kopernikańskie Zobacz większe

Listy kopernikańskie

Nowy

Tadeusz Sierotowicz

: Historia, Studia interdyscyplinarne
: Książki

9,90 zł

Opis

Proponowane w niniejszym tomiku „listy kopernikańskie” Galileusza należą do klasyki nie tylko włoskiej, ale także światowej literatury. Zasadniczo mianem tym określa się listy Pizańczyka adresowane do o. Benedetto Castellego, do mons. Piero Diniego i do wielkiej księżnej Krystyny Lotaryńskiej. Jednak do grupy tej zaliczyć też można tzw. fragmenty kopernikańskie, czyli serię współczesnych listom zapisków Galileusza, które ze wspomnianymi wyżej tekstami łączy ten sam temat, te same idee oraz te same, niemal dosłownie przytaczane, sformułowania. „Listy kopernikańskie” to teksty, których znaczenie wykracza poza okazjonalny kontekst polemiki o charakterze teologicznym oraz poza szersze ramy czasu ich powstania w tym sensie, że zapraszają do refleksji na temat tych idei i wydarzeń należących do historii myśli, które legły u podstaw czasów nam współczesnych. Czym jest nauka, jakie jest jej miejsce wobec teologii (Pisma Świętego), czy i jak jest możliwy dialog nauka-teologia, jaka jest konstytucja wszechświata? – to zasadnicze kwestie poruszane przez Galileusza w tych listach, a zarazem kwestie wyznaczające zasadnicze rysy krajobrazu intelektualnego czasów współczesnych. Podejmując te zagadnienia, Pizańczyk pragnie „pogodzić Święte Teksty z nowymi i odbiegającymi od doświadczenia potocznego doktrynami przyrodniczymi”. Aby tego dokonać, „z konieczności trzeba dobrze poznać owe doktryny, nie można bowiem zestroić dwóch strun, słuchając tylko jednej z nich” (drugi list do Diniego, [6]). Wsłuchując się w dźwięki obu strun, co już samo w sobie jest niezwykle cenną metodologicznie zasadą dialogu nauka-wiara, Galileusz usiłuje odpowiedzieć na pytania, które może nie tyle go nurtowały, co raczej zostały mu nieco nachalnie narzucone. Refleksje Pizańczyka dały początek ujęciom, które nie tylko ukształtowały naszą współczesność, ale także weszły do kanonu zachodniej kultury duchowej. Nic zatem dziwnego, że jedno z ostatnich wydań tych listów w języku włoskim znalazło się w serii „L’anima del mondo” („Dusza świata”), wcześniej proponującej teksty m.in. Mistrza Eckharta, Pascala, Taulera, św. Augustyna i Marcina Lutra.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733234-7-6
rok wydania 2006
typ wydania1 1
ilość stron 131
format 145 x 205

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

Listy kopernikańskie

Listy kopernikańskie

Spis treści

WPROWADZENIE
GALILEUSZ – ŻYCIE I DZIEŁO
KONTEKST HISTORYCZNY POWSTANIA „LISTÓW”
TEOLOGICZNE I METODOLOGICZNE ASPEKTY „LISTÓW”
Teologia Galileusza i jej kontekst
Stanowisko kardynała Bellarmina
Metodologia Galileusza: zasada autonomii, konkordyzm i dialog nauka-wiara NOTA BIBLIOGRAFICZNA
LISTY GALILEUSZA
LIST DO O. BENEDETTO CASTELLEGO Z 21 GRUDNIA 1613 ROKU
LIST DO MONS. PIERO DINIEGO Z16 LUTEGO 1615 ROKU
LIST DO MONS. PIERO DINIEGO Z 23 MARCA 1615 ROKU
LIST DO WIELKIEJ KSIĘŻNEJ KRYSTYNY LOTARYŃSKIEJ Z 1615 ROKU
LIST KARD. ROBERTA BELLARMINA
LIST DO O. PAOLO ANTONIO FOSCARINIEGO Z 12 KWIETNIA 1615 ROKU
PRZYPISY
INDEKS NAZWISK

 

Fragment

LIST DO O. BENEDETTO CASTELLEGO
Z 21 GRUDNIA 1613 ROKU


Wasza Dostojność, Przewielebny Ojcze,

[1] <281> Wczoraj złożył mi wizytę Signor Niccolò Arrighetti i przekazał wieści od Waszej Wielebności. Radowało się moje serce, kiedy słuchałem jego relacji, która potwierdziła to, w co zresztą nig-dy nie wątpiłem, mianowicie że Wasza Dostojność jest ozdobą na-szego uniwersytetu, znajdując wielkie uznanie tak w oczach zwierzchników, w oczach innych wykładowców, jak i w oczach stu-dentów pochodzących ze wszystkich stron świata. Sukcesy te nie pomnożyły jednak liczby zawistnych współzawodników, jak to czę-sto zdarza się wśród ludzi parających się tym samym zawodem, przeciwnie – raczej zmniejszyły ich liczbę. A i ci nieliczni będą mu-sieli zamilknąć, jeśli nie chcą, aby współzawodnictwo, które w in-nych okolicznościach zasługiwałby na miano cnoty, nie przemieniło się w godne potępienia i niestosowne uczucie, więcej szkód przyno-szące im samym niż komukolwiek innemu. Jednak najbardziej mnie uradowało streszczenie rozumowań, które Wasza Dostojność mógł zaprezentować dzięki niezmierzonej przychylności Ich Książęcych Mości, zapraszających do dyskusji wpierw przy stole, a potem w komnatach Najdostojniejszej Pani, gdzie byli obecni sama Najdo-stojniejsza Pani , Najdostojniejszy Wielki Książę , Jaśnie Oświe-cona Pani , Dostojni Panowie, P. Antonio oraz P. Paolo Giordano , a także inni znakomici filozofowie . I jakiej większej fortuny mógł się spodziewać Wasza Dostojność niźli ta, że Ich Wysokości ze-chciały podjąć z Wami dyskusję, przedstawiając wątpliwości, wsłu-chując się w Wasze opinie i wreszcie okazując zadowolenie z odpo-wiedzi udzielanych przez Waszą Wielebność? <282>
[2] Szczegóły rozumowania Waszej Dostojności, zrelacjonowa-ne przez Signora Arrighettiego, dały mi okazję do ponownego prze-myślenia niektórych ogólnych kwestii dotyczących powoływania się na Pismo Święte w dyskusjach przyrodniczych [in dispute di conclu-sioni naturali] oraz w kontekście innych rozważań, zwłaszcza zaś tych dotyczących pewnych miejsc w Księdze Jozuego , na które Wielka Księżna Matka, przy poparciu Najdostojniejszej Arcyksięż-nej, powołała się, wypowiadając na ich temat opinie przeczące tezie o ruchu Ziemi i spoczynku Słońca.
[3] Jeśli chodzi o pierwsze, ogólne pytanie Jaśnie Oświeconej Pani, to ze wszech miar wydaje mi się roztropną jej sugestia, powtó-rzona oraz potwierdzona przez Waszą Wielebność, że Pismo Święte nigdy nie może kłamać ani błądzić, orzekając zawsze absolutną i niepodważalną prawdę. Ze swej strony dodałbym tylko, że chociaż Pismo Święte nie może się mylić, to jednak mogą pobłądzić – i to na wiele sposobów – niektórzy z tych, co Pismo Święte interpretują i wyjaśniają [podkreślenie tłum.]. Najpoważniej i najłatwiej może pobłądzić ten, kto zatrzymuje się na literalnym znaczeniu słów, pro-wadzi to bowiem nie tylko do różnych sprzeczności, ale także do poważnych bluźnierstw i herezji. Albowiem w tej sytuacji staje się rzeczą konieczną przypisanie Bogu stóp, rąk i oczu oraz przypadło-ści cielesnych i ludzkich takich, jak gniew, skrucha, nienawiść, cza-sem nawet zapominanie rzeczy przeszłych i nieznajomość rzeczy przyszłych. Istotnie, w Piśmie Świętym znajduje się wiele zdań, któ-re wzięte w dosłownym znaczeniu sugerują coś, co różni się od prawdy [podkreślenie tłum.], jednak zdania te są sformułowane tak, jak są sformułowane, aby dostosować się do ignorancji pospólstwa. Tak więc z myślą o tych nielicznych, którzy zasługują na wyróżnie-nie z ludu, mądrzy interpretatorzy winni wyłuszczyć prawdziwe zna-czenia i wskazać powody, dla których zostały one wyrażone przy użyciu tych, a nie innych słów.
[4] Jeśli uwzględni się zatem, że Pismo Święte w wielu miej-scach domaga się wyjaśnienia innego niż to, jakie wynika z literal-nego znaczenia słów, sądzę, iż w dyskusjach o problemach przyrod-niczych Pismo Święte winno być brane pod uwagę na ostatnim miej-scu. Albowiem tak Pismo Święte, jak i przyroda w równym stopniu pochodzą od słowa Bożego: to pierwsze podyktowane przez Ducha Świętego, ta druga zaś jako wierna wykonawczyni Bożych rozporzą-dzeń, jednak Pismo Święte, dostosowując się do powszechnych władz pojmowania, wiele rzeczy <283> wyraża – jeśli chodzi o samą formę i o znaczenie słów – w sposób różny od prawdy absolutnej. Przyroda zaś – przeciwnie – jest nieubłagana i niezmienna w zakre-sie nadanych jej praw i jak gdyby nie troszczy się o nic więcej, jak tylko o swoje ukryte racje i sposoby działania, niezależnie od tego, czy są one rozumiane przez człowieka, czy też nie. Dlatego też wy-daje się, że te zjawiska naturalne, które stawia przed naszymi oczami doświadczenie [sensate esperienze ] lub o których przekonują nas niezbite dowody [dimostrazioni necessarie], nie powinny być kwe-stionowane w oparciu o różne zdania z Pisma Świętego, zdającego się mówić coś innego, nie wszystkie bowiem sformułowania Pisma Świętego podlegają tak surowym ograniczeniom, jak to ma miejsce w przypadku każdego zdarzenia naturalnego. Więcej, mając na względzie pragnienie dostosowania się do władz poznawczych lu-dów prostych i nieokrzesanych, Pismo Święte nie powstrzymało się od przysłonięcia [podkreślenie tłum.] swych podstawowych do-gmatów, posuwając się nawet do przypisania Bogu cech dalekich od Jego natury, czy nawet z nią sprzecznych. Któż zatem odważy się na stwierdzenie, że Pismo Święte, przyjmując taki sposób mówienia o samym Bogu i wspominając niejako mimochodem o Ziemi, Słońcu czy o jakimś innym ciele, ogranicza w tych ostatnich przypadkach własny sposób wyrażania tylko i wyłącznie do rygorystycznej wier-ności literalnemu znaczeniu słów? Zwłaszcza zaś kiedy o tych cia-łach orzeka rzeczy niewiele mające wspólnego z podstawowym na-uczaniem Pisma Świętego – więcej, rzeczy, które jeśli wyrazić w sposób otwarty i bez ogródek, mogłyby raczej zaszkodzić temu na-uczaniu Pisma Świętego, zamykając serca pospólstwa na prawdy dotyczące zbawienia.
[5] Jeśli uwzględni się te okoliczności oraz to, że dwie prawdy nigdy nie mogą przeczyć sobie wzajemnie, zadaniem mądrych egze-getów jest podejmowanie trudu szukania prawdziwego znaczenia zdań Pisma Świętego, zgodnego z konkluzjami o charakterze przy-rodniczym, co do których możemy być zupełnie przekonani w opar-ciu o naoczne doświadczenia lub niezbite dowody. Więcej, ponieważ – jako się rzekło – Pismo Święte, choć zostało podyktowane przez Ducha Świętego, ze wspomnianych już powodów w wielu miejscach dopuszcza sensy dalekie od literalnego znaczenia słów, i ponieważ nie mam pewności, czy wszyscy interpretatorzy przemawiają powo-dowani Bożym natchnieniem, powiedziałbym, że nie byłoby rzeczą roztropną dopuszczanie do powoływania się na zdania <284> z Pi-sma Świętego niejako dla przymuszenia do uznawania za prawdziwe pewnych konkluzji przyrodniczych, co do których zmysły i racje do-stateczne oraz dowody mogą kiedyś przeciwne dać świadectwo. I któż chce ograniczyć ludzki geniusz? Któż chciałby twierdzić, że wszystko, co jest na świecie poznawalne, zostało już poznane? W związku z tym byłoby rzeczą mądrą i pożyteczną nie łączyć bez po-trzeby innych dogmatów z dogmatami dotyczącymi zbawienia i pod-staw wiary, którym żadna wartościowa i skuteczna doktryna nie mo-że zaszkodzić. A jeśli tak by się stało, to jakiż nieporządek powstał-by poprzez połączenie tych dogmatów za sprawą osób, o których nie wiemy, czy mówią inspirowane przez moce niebieskie, natomiast je-steśmy przekonani, że brak im wiedzy koniecznej nie tylko do oceny, ale nawet do zrozumienia dowodów, na których nauki ścisłe opierają niektóre swe konkluzje.
[6] Jeśli chodzi o mnie, to byłbym zdania, że autorytet Pisma Świętego ma na celu tłumaczenie ludziom głównych artykułów wia-ry oraz przykazań, które – będąc konieczne do zbawienia i przekra-czając możliwości ludzkiego pojmowania – nie mogą być ani przez inne nauki, ani w żaden inny sposób uwiarygodnione, jak tylko ustami samego Ducha Świętego. Nie sądzę zatem, aby Bóg, który dał nam możliwość doświadczania, mówienia i rozumowania, zabloko-wał jakby możliwość korzystania z tych władz, chcąc dostarczyć nam inną drogą informacji, które za pośrednictwem tych władz mo-żemy zdobyć. Zwłaszcza zaś w tych naukach, o których Pismo Święte tylko napomyka, i to jakby na marginesie, jak ma to miejsce w przypadku astronomii – o niej mówi się tak mało, że nie wspomina się nawet o planetach. Jeśliby bowiem pierwsi autorzy Świętych Tekstów pragnęli wyjaśnić ludziom układ i ruchy ciał niebieskich, to nie mówiliby o nich tak rzadko. A istotnie wspominają o nich tak mało, że jest <285> to prawie niczym w porównaniu z niewyczerpa-nym i godnym podziwu bogactwem konkluzji zawartych w tej nauce.
[7] Z łatwością zatem Wasza Dostojność zauważy – o ile oczy-wiście się nie mylę – jak bardzo błądzą ci, którzy w dyskusjach przy-rodniczych niedotyczących bezpośrednio kwestii de Fide przyta-czają na pierwszym miejscu świadectwa Pisma Świętego, i to jeszcze źle rozumiane. Jeśli jednak interpretatorzy ci są dogłębnie przekona-ni o tym, że dotarli do prawdziwego znaczenia określonego miejsca Pisma Świętego, i w konsekwencji sądzą, że mają dostęp do prawdy absolutnej w interesującej ich kwestii, to pragnąłbym postawić im pytanie. Czy ich zdaniem ten, kto utrzymuje prawdziwy pogląd, ma w istocie rzeczy jakąś przewagę w dysputach przyrodniczych nad tym, kto podtrzymuje pogląd fałszywy? Wiem, że ich odpowiedź bę-dzie pozytywna, [można więc oczekiwać] że ten, kto znajduje się po stronie prawdy, będzie mógł powołać się na tysiące doświadczeń i tysiące niezbitych dowodów, przeciwnik zaś będzie zdany tylko na sofizmaty, paralogizmy i błędy. Dlaczego zatem ci pierwsi – nie konstruując w odniesieniu do jakiejkolwiek kwestii przyrodniczej innej broni, jak tylko filozoficzną, przekonani przy tym, że przewyż-szają niezmiernie przeciwników – kiedy już dochodzi do dyskusji, sięgają po broń potężną, na sam widok której drżą ludzie pełni wie-dzy i doświadczenia? Sądzę jednak – jeżeli mam być szczery – że to oni drżą i, nie będąc w stanie stawić czoła atakom przeciwników, usiłują znaleźć sposób na trzymanie ich z daleka. A ponieważ – jak to już powiedziałem – ten, kto znajduje się po stronie prawdy, posia-da także przewagę, i to wielką, nad przeciwnikiem, i ponieważ dwie prawdy nie mogą sobie wzajemnie przeczyć, nie powinniśmy oba-wiać się jakichkolwiek ataków, byle tylko pozostawiono nam swo-bodę wyrażania myśli i możność przemawiania przed osobami zna-jącymi się na rzeczy, a nie przed osobami kierującymi się namiętno-ściami i własnym interesem.
[8] Na potwierdzenie tego, co zostało wyżej powiedziane, pra-gnę obecnie podać interpretację pewnego fragmentu z Księgi Jozu-ego, na temat którego Wasza Wielebność przedłożył Ich Dostojno-ściom trzy deklaracje. Podejmę trzecią z nich, która została przez Was przedstawiona jako moja – i tak się istotnie rzeczy mają – lecz chciałbym coś do niej dodać, nie sądzę bowiem, abym wspomniał o tym podczas naszej ostatniej rozmowy na ten temat.
[9] Przyjmijmy wpierw i uznajmy wraz z przeciwnikami, że Teksty <286> Święte należy przyjmować w ich dosłownym znacze-niu, to jest że Bóg, wysłuchując modlitwy Jozuego, wstrzymał Słoń-ce i przedłużył dzień, aby tym sposobem umożliwić mu odniesienie zwycięstwa. Jednak w tej sytuacji chciałbym prosić przeciwników, aby uznali, że i ja mogę interpretować Pismo Święte w ten sam spo-sób, to znaczy aby nie ograniczali moich poczynań, rezerwując tylko dla siebie swobodę zmiany sensu słów. Chcę bowiem wykazać, że ten sam fragment [dosłownie rozumiany] wskazuje jednoznacznie na to, że system świata Arystotelesa i Ptolemeusza jest fałszywy i nie-możliwy do utrzymania, natomiast doskonale daje się pogodzić [s’accomoda] z systemem Kopernika.
[10] Wpierw zatem zapytałbym przeciwników, czy wiedzą, ile ruchów składa się na ruch Słońca? Jeśli to wiedzą, to powinni odpo-wiedzieć, że ruch ten składa się z dwóch ruchów: rocznego, z zacho-du na wschód, i dziennego, odbywającego się w kierunku przeciw-nym.
[11] Następnie zapytałbym, czy te dwa ruchy, tak różne i pra-wie sobie przeciwne, przysługują Słońcu i są jego ruchami własnymi w takim samym stopniu? Z konieczności trzeba odpowiedzieć, że nie. Tylko bowiem jeden ruch – ruch roczny – jest charakterystycz-nym i własnym ruchem Słońca, drugi zaś nie jest w tym samym stopniu jego ruchem własnym, jest on wszak ruchem najwyższego nieba, czyli pierwszego poruszyciela , który porywa za sobą Słońce, inne planety oraz sferę gwiazd, przymuszając je do krążenia wokół Ziemi z okresem 24 godzin, to jest przymuszając je do wykonywania ruchu, który jest – jak to już powiedziałem – prawie sprzeczny z ich naturalnym ruchem własnym.
[12] Przechodząc do trzeciego pytania, zapytałbym, który z tych dwóch ruchów sprawia, że Słońce powoduje następstwa dnia i nocy: ruch własny Słońca, czy też ruch pierwszego poruszyciela? Bez-względnie trzeba odpowiedzieć, że następstwo dnia i nocy jest wyni-kiem ruchu pierwszego poruszyciela, zaś od ruchu własnego Słońca zależy nie następstwo dnia i nocy, lecz następstwo pór roku oraz długość trwania roku.
[13] Jeśli zatem ruch Słońca nie ma wpływu na następstwo dnia i nocy, jest ono bowiem związane z pierwszym poruszycielem, to staje się jasne, że celem przedłużenia dnia trzeba wstrzymać raczej pierwszego poruszyciela, a nie Słońce. Więcej, kto pojmuje te ele-mentarne kwestie astronomiczne, z łatwością zrozumie, że Bóg, wstrzymując ruch Słońca, raczej skrócił długość dnia, niż go wydłu-żył. Słońce bowiem porusza się w <287> kierunku przeciwnym do kierunku obrotu dziennego, stąd przesuwając się na wschód, opóźnia tym samym swój ruch na zachód. Dlatego też wstrzymywanie lub zahamowanie ruchu Słońca spowoduje jego wcześniejsze dotarcie do zachodu. Tego rodzaju efekt widać w ruchu Księżyca, który wyko-nuje swój ruch dzienny z opóźnieniem – w porównaniu z ruchem Słońca – zależnym od tego, o ile jego ruch własny jest szybszy od ruchu własnego Słońca. Tak więc w systemie Ptolemeusza i Arysto-telesa jest absolutnie niemożliwe, aby wstrzymanie ruchu Słońca spowodowało wydłużenie dnia, jak to opisuje Pismo Święte. Wynika stąd, że albo ruchy [ciał niebieskich] nie odpowiadają temu, co głosi system Ptolemeusza, albo że trzeba zmienić znaczenie słów, jeśli się twierdzi, że kiedy Pismo Święte mówi o tym, że Bóg wstrzymał Słońce, to w istocie rzeczy chce powiedzieć, że wstrzymał on pierw-szego poruszyciela. I tylko dla dostosowania się do zdolności po-znawczych tych, którzy z trudnością pojmują kwestie dotyczące wschodu i zachodu Słońca, Pismo Święte wybrało sposób mówienia przeciwny takiemu, jaki by wybrało, jeśliby miało przemawiać do ludzi wykształconych.
[14] Do tego trzeba jeszcze dodać, że nie jest możliwe, aby Bóg wstrzymał tylko Słońce, bez jednoczesnego wstrzymania ruchu in-nych sfer. Albowiem bez żadnej konieczności zmieniłby cały porzą-dek, wygląd i układ innych gwiazd w odniesieniu do Słońca, naru-szając poważnie bieg natury. Jest zatem możliwe, że Bóg zatrzymał cały system sfer niebieskich, które po tym okresie wymuszonego spoczynku, podjęły ich zwykły uporządkowany ruch, bez żadnej zmiany i żadnego chaosu.
[15] Ponieważ jednak zgodziliśmy się co do tego, że nie należy zmieniać literalnego znaczenia słów tekstu, trzeba z konieczności odwołać się do innej konstytucji oraz ułożenia części świata, a potem sprawdzić, czy literalne znaczenie słów dobrze i bez powodowania trudności zgadza się z tą nową konstytucją, co też istotnie ma miej-sce w tym przypadku.
[16] Udało mi się bowiem odkryć i udowodnić, że <288> Słoń-ce obraca się wokół własnej osi – pełen obrót wykonuje w ciągu mniej więcej jednego miesiąca księżycowego i w tym samym kie-runku, w którym dokonują się wszystkie inne obroty niebieskie. Jeśli się nadto uwzględni, że uznanie Słońca za narzędzie i za najwyższe-go zarządcę w przyrodzie , prawie serce świata, wydaje się być po-glądem rozsądnym i prawdopodobnym, można utrzymywać, że Słońce nie tylko daje światło, jak to wyraźnie można obserwować, ale także udziela ruchu wszystkim planetom wokół niego krążącym. Jeśli zatem za Kopernikiem przypiszemy Ziemi dzienny ruch obro-towy, to któż nie zauważy tego, iż dla zatrzymania całego systemu, aby tym sposobem – bez naruszania innych, zmiennych i względ-nych położeń planet – przedłużyć zakres i czas dziennej iluminacji, wystarczy wstrzymać Słońce, jak w istocie rzeczy podają słowa tek-stu? Tym samym, nie zmieniając literalnego znaczenia słów Pisma Świętego i nie wprowadzając najmniejszego zamieszania w ułożeniu różnych części świata, można wyjaśnić przedłużenie dnia na Ziemi, wstrzymując ruch Słońca.
[17] Napisałem więcej, niż mi pozwalają moje dolegliwości, dlatego też kończę, Wasz sługa uniżony. Całuję ręce Waszej Dostoj-ności i proszę Boga Najwyższego o wszelkie dla Was łaski oraz ży-czę pogodnych świąt.

We Florencji, 21 grudnia 1613 roku

Waszej Wielebności oddany
sługa najżyczliwszy,
Galileo Galilei