OJCIEC STANISŁAW PAPCZYŃSKI I JEGO DZIEŁO Zobacz większe

OJCIEC STANISŁAW PAPCZYŃSKI I JEGO DZIEŁO

Nowy

Ks. Stefan Marian Sydry

: Książki

19,00 zł

Opis

Jest to kolejne wydanie książki poświęconej bł. Stanisławowi Papczyńskiemu, założycielowi Zgromadzenia Księży Marianów, która pierwszy raz została wydana w 1937 r., a jej autorem jest ks. dr Stefan Sydry, marianin. To cenne źródło informacji dla współczesnego czytelnika, ponieważ wiele dokumentów, z których korzystał autor, zostało zniszczone podczas II wojny światowej.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733260-0-2
rok wydania 2008
ilość stron 264
format B5

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

OJCIEC STANISŁAW PAPCZYŃSKI I JEGO DZIEŁO

OJCIEC STANISŁAW PAPCZYŃSKI I JEGO DZIEŁO

Spis treści

Słowo Księdza Biskupa
Słowo Księdza Proboszcza
Słowo wstępne
Przedmowa J. E. Ks. Arcbpa St. Galla
Wstęp

ROZDZIAŁ I.
Pochodzenie i wychowanie Sł. B
1. Wioska rodzinna
2. Lata dziecięce
3. Nauka początkowa
4. Dalsza nauka

ROZDZIAŁ II.
U pijarów
5. Zakon Pijarów w XVII w
6. W nowicjacie
7. Profesor i kaznodzieja
8. Życie zakonne
9. Ciernistym szlakiem (1667-1670)
10. Wezwanie pańskie do nowego dzieła (1670)

ROZDZIAŁ III.
Zakonodawca marianów
11. Prace przygotowawcze
12. Założenie Zgromadzenia Marianów
13. Charakter zgromadzenia
14. Korab Noego
15. Pierwsze powołania
16. Praca pisarska
a) Templum Dei mysticum
b) Inne prace pisarskie
17. Marianie w Górze
18. Kanoniczna erekcja zgromadzenia (1679 r.)
19. Teolog Króla Jana III
20. „Apostoł Mazowsza”
21. Współpraca bpa Wierzbowskiego (1681-1687)
22. Zwycięstwo miłości (1688-1691)
23. U schyłku życia (1697-1699)
24. Zatwierdzenie marianów przez Stolicę św. (1699)
25. Śluby uroczyste (1701)
26. Zgon Sługi Bożego

ROZDZIAŁ IV.
Z poza grobu
27. Cześć pośmiertna
28. Łaski
29. Marianie w XVIII i XIX w
30. Wskrzeszenie zakonu Niepokalanej

 

Fragment

POCHODZENIE I WYCHOWANIE.

1. Wioska rodzinna. O. Stanisław od Jezusa Maryi Papczyński pochodził z Podegrodzia, prastarej siedziby, poło­żonej na lewym brzegu Dunajca, w samym środku rozległej kotliny sądeckiej. Rwąca rzeka, przebiwszy się przez skalistą zaporę Pienin, toczy tu swe błękitne fale. Tuż za Dunajcem zza góry wychyla się Stary Sącz. Ze wschodu i zachodu wzno­szą się Beskidy. Malowniczy krajobraz tworzą zbocza wzgórz: jedne okryte ciemnymi lasami, inne rozmyte działaniem wód, ukazują swe różnobarwne uwarstwienia, w jarach płyną liczne strumyki, ledwie sączące się w czasie suszy, po deszczach za to zamieniają się w gwałtowne potoki górskie.
Chaty rozsiadły się półkolem na miejscach wyżej położonych u podnóża urwistych zboczy górskich, a ponad ich słomia­nymi strzechami z dala jaśnieją mury świątyni pańskiej. Krzyż Chrystusowy króluje nad tą krainą od dawien dawna, bo już w 1014 r., kiedy nauka ewangelii nie zakorzeniła się jeszcze pośród plemion lechickich, w Podegrodziu ufundowano parafię. Stąd jak z ogniska promieniowało światło prawdy bożej. W XVII w. nabożeństwa odbywały się z dużą okazałością.
Duch wiary głęboko przeniknął serca ludu, a późniejsze wieki po dziś dzień nie wyzię­biły jego młodzieńczej żarliwości i prostoty. O tych uczuciach mó­wią wędrowcowi liczne kaplice, rozsiane po okolicznych wzgó­rzach. W każdej przynajmniej raz do roku, w dzień patrona, gromadzą się wierni na uroczyste nabożeństwa. W samym Pode­grodziu było takich kaplic cztery. Pozostała jedna, która się wią­że z tematem naszej pracy, wzniesiona z początkiem XVII w. Jest to raczej malutki kościół murowany, ukryty pośród rozło­żystych lip. W ołtarzu znajduje się obraz patronki kościoła św. Anny, dzieło niepośledniego ar­tysty. U dołu obrazu widnieje na pis, świadczący, że malowidło powstało w 1631 r. staraniem miejscowego wikariusza ks. Se­bastiana de Roci przy współ­udziale włościan.
Inną cechą tutejszych mie­szkańców jest patriotyzm. Uwa­żają się oni za górali, choć mieszkańcy wielkich gór zwą ich „równiakami”. Osiadli na królewszczyznach, które bł. Kinga w wianie przyniosła klasztorowi w Starym Sączu, nigdy nie byli wyzuci całkowicie z własnej roli, korzystali też z dużą swobodą z osobistej wolności. Opowiadają, że niejeden szlachcic, ścigany wyrokami sądowymi, osiedlał się tu, by rozpocząć nowe życie. Aby nie zdradzać swej przeszłości, nie używał rodowego klej­notu, jeno zwał się imieniem chrzestnym. Z czasem stawało się ono nazwiskiem dla potomstwa. Tym tłumaczą spotykane tu nazwiska Zygmunt, Konstanty i podobne