KSIĘDZU NIE WYPADA... Zobacz większe

KSIĘDZU NIE WYPADA...

Nowy

Marcin Godawa

: Książki

11,00 zł

Opis

W poetyckim świecie ks. Marcina Godawy niezwykłych barw i blasków nabiera przede wszystkim codzienność. Poeta omija to, co oficjalne i wzniosłe, by przywrócić poetycki blask najzwyklejszym przedmiotom, skrywanym, rzadko wypowiadanym przeżyciom, zapomnianym bohaterom. Humor, bezpretensjonalność, decydują o wartości tych tekstów. Nawet, gdy pojawia się tu krytyka naszej dziwacznej cywilizacji, to bynajmniej nie w tonie katastrofy.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733240-7-7
rok wydania 2007
typ wydania1 1
ilość stron około 60
format A5

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

KSIĘDZU NIE WYPADA...

KSIĘDZU NIE WYPADA...

Spis treści

Ucieczka z miasta teologów

I
POD MOIM OKNEM
NAD RABĄ
ROBIENIE WIERSZA WSI
DEZODORANT BO O TO PYTAJĄ
AUTOBUS
PRZY OGNISKU
W DOLE
MOST
TRZESZCZĄCA WODA
DWIE KOBIETY IDĄCE POD ŚNIEG
DOKTOR MARIA

II
KOBIETA I SIATKI
TABLICA
DOWÓD OSOBISTY
NA KARTKI
OBCOWANIE
KSIĘDZU NIE WYPADA
ZASYPYWANIE
PALUSZKI SŁONE

III
UZASADNIENIE
PRZYPŁYW
ŚCIERKA
ELEGIA O TYM CZEGO NIE BĘDZIE
NA URODZINY
ŚCIEŻKI CZASU
ZAMIEĆ
PIERWSZY

IV
ŚW. SZCZEPAN
AUDIENCJA
TRAKTACIK O POKUSIE
ZNAJDUJĘ GUMĘ POD ŁAWKĄ
KAZANIE
POWRÓT
PANI ZE ZNAKIEM
KROWY
RECENZJA
 

Fragment

Ucieczka z miasta teologów

Pochylając się nad nowym tomem wierszy ks. Marcina Godawy pomyślałem najpierw o tym, jaką drogę musi pokonać wykładowca teologii duchowości w Papieskiej Akademii Teologicznej, by z równym powodzeniem działać w obszarze poezji. Różnica pomiędzy miastem teologów a miastem poetów tylko na pozór jest bowiem niewielka – tak drobna, jak detale łączące lub odróżniające strzelistość wież, oflankowania murów, kostki bruku. To prawda: w jednym i drugim rozprawia się o Niewypowiedzianym, uderza głową o mur Tajemnicy, broni tego, co święte (choćby tym „czymś” było źdźbło trawy lub trzcina na wietrze). Przecież jednak stosunki pomiędzy obydwoma grodami przez całe stulecia nie układały się najlepiej - poprawę skutecznie uniemożliwiała nieufność stron i rozmaite nieporozumienia. Były one w jakimś sensie czymś naturalnym, bowiem zasadnicza różnica pomiędzy miastami dotyczy właśnie narzędzi porozumiewania się, jest różnicą dotyczącą języka. I nie chodzi tu nawet o oczywisty fakt, iż teolog posługuje się mową dyskursywną, a poeta językiem metaforycznym. Chodzi o zjawisko, które określa się dziś mianem kryzysu języka teologii czy nawet w ogóle kryzysu języka religijnego.

Mowa teologów (lub w ogóle mowa religijna) jawi się niekiedy współczesnemu odbiorcy jako zbiór terminów i formuł, które dawno utraciły świeżość i moc ekspresji, straciły kontakt z egzystencjalnymi doświadczeniami współczesnego człowieka, stały się anachroniczne, niemal puste. Wydaje się, iż zarówno wciąż przybierająca fala tzw. „poezji kapłańskiej”, jak i w ogóle poezji religijnej ma swe źródło m.in. w przekonaniu, iż przeświadczenia wiary, cały barwny i bogaty świat przeżyć potrzebują dziś nowego języka – którego istotą będzie nieustanne ukierunkowanie nie tyle w stronę abstrakcyjnych formuł i systemów, ile raczej w stronę ludzkiego doświadczenia. Jak sprawić, by słowa dotykające tego, co najistotniejsze stały się nie tylko słowami mówionymi , ale i mówiącymi - angażującymi umysł i serce? Takie, lub podobne pytania stawia sobie teolog opuszczając na chwilę miasto teologów. Jeśli choć na chwilę stanie się poetą, będą go one odtąd dręczyły po nocach.

Ucieczka z miasta teologów do krainy włóczęgów i poetów nie jest bowiem sprawą prostą. Układa się wargi do słów „wiem, że mnie. kochasz”, ale głos mówi „idea wiary”, chce się powiedzieć „stokrotka”, a wychodzi „byt”. Usta wołają „jesteśmy razem”, lecz język powtarza „spójnia”. Tylko niewielu dobrych teologów zostaje dobrymi poetami. Tym większa radość z wierszy ks. Marcina Godawy, który potrafi zatrzymać bagaż erudycji i abstrakcyjnych formuł poza granicami twórczości literackiej. Omijając pokusy intelektu, ufa przede wszystkim intuicji. Swą poezję traktuje jako odpowiedź na dar zdziwienia rzeczywistością, która nas otacza. To stąd biorą się liryczne obrazy ognia, który „nie chce jeść kiełbasy / choć podtykamy mu ją zewsząd”, stąd liryczny portret kobiety, która „prowadzi po chodniku / dwie / niegrzeczne / siatki”. W poetyckim świecie Godawy niezwykłych barw i blasków nabiera przede wszystkim codzienność. Poeta omija to, co oficjalne i wzniosłe, by przywrócić poetycki blask najzwyklejszym przedmiotom, skrywanym, rzadko wypowiadanym przeżyciom, zapomnianym bohaterom. Humor, bezpretensjonalność, decydują o wartości tych tekstów. Nawet, gdy pojawia się tu krytyka naszej dziwacznej cywilizacji, to bynajmniej nie w tonie katastrofy. Frazy bardziej przypominają tradycję Białoszewskiego niż Różewicza. Wśród poetów w sutannach ks. Marcin Godawa ma już swe osobne miejsce, własną dykcję poetycką. Jeszcze nie raz o nim usłyszymy.

Wojciech Kudyba