Słowo na drogę cz. 2 Rok C (2007) Zobacz większe

Słowo na drogę cz. 2 Rok C (2007)

Nowy

ks. Wojciech Werner, ks. Jacek Siewiora, ks. Piotr Łabuda

: Biblioteka duszpasterza
: Książki

18,00 zł

Opis

Drugi zeszyt Słowa na drogę, zawiera krótkie rozważania na poszczególne dni Wielkiego Postu, jak również na niedzielę i uroczystości przypadające w tym okresie i okresie wielkanocnym. Zostały one przygotowane przez ks. Jacka Siewiorę i ks. Wojciecha Wernera, którzy opracowując te rozważania pozostawili w nich również świadectwo swojego spotkania ze Słowem.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733241-0-7
rok wydania 2007
typ wydania1 1
ilość stron ok. 275
format A5

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

Słowo na drogę cz. 2 Rok C (2007)

Słowo na drogę cz. 2 Rok C (2007)

Spis treści

Słowo wstępne
Rozważania na Wielki Post
Ks. Jacek Siewiora
Środa Popielcowa
Czwartek po Popielcu
Piątek po Popielcu
Sobota po Popielcu
Tydzień po I Niedzieli Wielkiego Postu
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Tydzień po II Niedzieli Wielkiego Postu
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Tydzień po III Niedzieli Wielkiego Postu
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Tydzień po IV Niedzieli Wielkiego Postu
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Tydzień po V Niedzieli Wielkiego Postu
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Czwartek
Piątek
Sobota
Wielki Tydzień
Poniedziałek
Wtorek
Środa
Homilie na niedziele i święta
Ks. Wojciech Werner
Środa Popielcowa
I Niedziela Wielkiego Postu – 29 II 2004 r.
II Niedziela Wielkiego Postu
III Niedziela Wielkiego Postu
Uroczystość Świętego Józefa
IV Niedziela Wielkiego Postu
Zwiastowanie Pańskie
V Niedziela Wielkiego Postu
Wielki Czwartek
Wielki Piątek
Wielka Sobota
Uroczystość Zmartwychwstania
II Niedziela Wielkanocna
III Niedziela Wielkanocna
IV Niedziela Wielkanocna
Uroczystość NMP Królowej Polski
V Niedziela Wielkanocna
VI Niedziela Wielkanocna
Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego
Zesłanie Ducha Świętego
Kazania pasyjne
Ks. Wojciech Werner
Pasyjne 1
Pasyjne 2
Pasyjne 3
Pasyjne 4
Pasyjne 5
Pasyjne 6
Pasyjne 7
 

Fragment

Kazania Pasyjne
PASYJNE 1
12 sierpnia 1239 roku, na ulicach Paryża widać było olbrzymie tłumy ludzi. Święty Ludwik, król francuski otrzymał od cesarza Baldwina w darze nadzwyczaj cenną rzecz: cierniową koronę Chrystusa. W miastach i wioskach, przez które przejeżdżała świta z tym niezwykłym podarunkiem, urządzano wielkie uroczystości, a jak głęboko przeżywali to ludzie, niech świadczy fakt, że w niektórych miastach, jeszcze na początku tego stulecia obchodzono pamiątkę dnia, kiedy goszczono tam świętą relikwię.
Chrześcijaństwo zawsze otaczało wielkim pietyzmem wszystko, co dotyczyło męki i śmierci Chrystusa. I tak jest do dzisiaj, czego najlepszym dowodem jest wasza obecność w kościele. Bo przecież przyszliście tutaj, aby rozważać mękę naszego Pana, Jezusa Chrystusa. Aby rozważać, jakie przesłanie dla nas, ludzi początku XXI wieku może mieć to jerozolimskie popołudnie 14 nizan 30 roku naszej ery.
Dlatego w naszych tegorocznych pasyjnych rozważaniach będziemy wspólnie zastanawiać się nad słowami wypowiedzianymi przez Chrystusa wiszącego na krzyżu.
Oto stoisz w cieniu krzyża na jerozolimskim wzgórzu. Gdzieś, zmieszany z tłumem pielgrzymów przybyłych na święta do miasta Dawidowego. Nareszcie dowiedziałeś się, dokąd ciągnęły te tłumy ludzi. Bo na ulicach docierały do ciebie tylko strzępy słów: że nauczyciel, kogoś ukrzyżować, Piłat, zbluźnił, że umył ręce, że uwolnili jakiegoś zbrodniarza. I chciałeś się przekonać, o co to właściwie chodzi. Poszedłeś więc z innymi. Właściwie tylko z ciekawości, może trochę z nudów. Z daleka, kiedy już podchodziłeś na szczyt wzniesienia, dobiegły cię odgłosy uderzeń młotów. To nic dziwnego, wszak mieli kogoś ukrzyżować. Ale było w nich coś dziwnego, zastanawiającego, coś co cię poruszyło. Zastanowiłeś się – no tak, przecież nie słychać złorzeczenia skazańca. Czyżby przybijano do krzyża trupa? Przepchałeś się trochę bliżej, wspiąłeś na palce, aby lepiej widzieć. Nie, ten człowiek jeszcze żył. Jego pierś ciężko unosiła się w chrapliwym oddechu. Raz po raz podnosił głowę, aby wciągnąć do zmęczonych płuc powietrze. Z Jego rąk i nóg sterczały wielkie gwoździe, spod których sączyła się krew.
Dziwny był ten skazaniec. Zachowywał się zupełnie inaczej. Inaczej niż ci dwaj, którzy wisieli obok Niego. Ci, którzy Go przybili, stali obok i drwili z Niego. Że niby czynił cuda dla innych, niech więc teraz uczyni cud dla siebie. Ale On nie reagował. Dziwny był ten skazaniec.
Nagle wsparł się na nogach, zaczerpnął głębszy haust powietrza, i spomiędzy Jego spękanych i pokrwawionych warg wydobył się głos. Nadstawiłeś pilnie uszu, aby usłyszeć, jak będzie praeklinał swoich prześladowców. Ale to co usłyszałeś, wprawiło cię w zdumienie.
On powiedział: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”.
Pragnę rozpamiętywać Twe ostatnie słowa, Panie, które Ty, odwieczne Słowo Boże wyrzekłeś na krzyżu, nim na tej ziemi zamilkłeś w ramionach śmierci. Wypowiedziałeś je spragnionymi wargami z głębi udręczonego serca – owe serdeczne słowa u kresu wszystkiego. Powiedziałeś je do wszystkich. Powiedziałeś je do mnie. Spraw, aby wniknęły one w moje serce. Jak najgłębiej. do samego dna. Abym je pojął. Aby już nigdy nie uległy zapomnieniu, lecz aby żyły i stały się mocą w moim martwym sercu. Dlatego zechciej wyrzec je do mnie sam. Tak, abym posłyszał dźwięk Twego głosu.
Kiedyś przemówisz do mnie w godzinę mojej śmierci. I te słowa będą wiecznym początkiem, albo wiecznym końcem. Daj mi wtedy, Panie, wtedy, w chwili mojej śmierci, usłyszeć słowa Twego zmiłowania i Twej miłości.
Wisisz na krzyżu, Panie. Przybili Cię do niego. Nie zstąpisz już z tego słupa zatkniętego między niebem a ziemią. Rany palą Twoje ciało. Cierniowa korona ściska Twoją skroń. Twoję oczy nabiegły krwią. Twe zranione dłonie i stopy bolą tak, jakby je przewiercało rozpalone do białości żelazo. A Twoja dusza jest morzem smutku, cierpienia i beznadziei.
Ci, którzy to sprawili, stoją pod krzyżem. Mogliby odejść, aby przynajmniej pozwolić Ci umrzeć w samotności. Ale oni stoją. I śmieją się. Myślą, że mają rację i że właśnie Twój stan jest najoczywistszym tego dowodem, że to, co Ci uczynili, jest spełnieniem najświętszej sprawiedliwości, aktem nabożnym, z którego mogą być dumni. I dlatego śmieją się, drwią i bluźnią. A Tobą, okrutniej niż ból cielesny, targa gorycz z powodu tej złości. Czyż mogą istnieć ludzie zdolni do takiej podłości? Gdzież jest jeszcze coś wspólnego między Tobą a nimi? Czy wolno człowiekowi zadręczyć tak drugiego na śmierć? Kłamstwem, podłością, zdradą, obłudą i podstępem zadręczyć na śmierć, przybierając przy tym pozory prawa, minę niewinnego i pozę bezstronnego sędziego? A Bóg dopuszcza to wszystko w swoim świecie? I śmiech i szyderstwo nieprzyjaciół może wdzierać się śmiało i butnie w Boży świat? O Panie, nasze serce pękłoby z wielkiej rozpaczy. My złorzeczylibyśmy nieprzyjaciołom, a wraz z nimi i Bogu. Krzyczelibyśmy i szarpali wściekle przybitą dłonią, aby raz jeszcze móc ją zacisnąć w pięść.
Ty zaś mówisz: Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią. Jesteś niepojęty, Jezu. Gdzie w Twojej umęczonej, pooranej bólem duszy jest jeszcze takie miejsce, na którym mogło rozkwitnąć to słowo? Jesteś niepojęty. Darzysz miłością swoich nieprzyjaciół. Polecasz ich pieczy swojego Ojca. Modlisz się za nich. Usprawiedliwiasz ich najbardziej nieprawdopodobnym z możliwych stwierdzeniem – że nie wiedzieli. Przecież oni wszystko wiedzieli. Przecież oni tylko nie chcieli wiedzieć! A czego się wiedzieć nie chce, to się przecież w najgłębszym, najskrytszym zakamarku serca właśnie wie. Ale zarazem się tego nienawidzi i nie chce dpouścić do świadomości. A Ty mówisz ,że nie wiedzą, co czynią.
O jednym wszakże istotnie nie wiedzieli: o Twojej miłości do nich. Ten tylko bowiem może znać tę miłość, kto sam Ciebie miłuje. Bo tylko przed miłością otwiera się zrozumienie daru miłości.
Miłość – jakie piękne słowo. Ile treści w sobie kryje. Święty Paweł w liście do Koryntian opisał tę prawdziwą miłość. A Ty, pozwalając się przybić do krzyża, chciałeś nas tej miłości nauczyć. My jednak jesteśmy opornymi uczniami. Nie chcemy uwierzyć, że przykazanie miłości jest najważniejszym przykazaniem. Owszem, my to wiemy, ale na tym się kończy. A przecież nie wystarczy wiedzieć. Bo co z tego, że wiem, iż gotując zupę trzeba ją posolić, jeśli tego nie zrobię? Zupa dalej będzie niesmaczna, mimo, iż wiem że trzeba ją posolić.
Tak samo jest z przykazaniami. Nie wystarczy wiedzieć, trzeba jeszcze się do tego stosować. Bo dopiero wówczas nauczysz się prawdziwie kochać, jeśli przynajmniej raz spróbujesz złożyć ofiarę miłości z samego siebie. I wcale nie musisz od razu pozwolić przybić się do krzyża. Wystarczy, że przybijesz doń swój egoizm, swoje lenistwo, pychę, zazdrość. Zobaczysz, że świat będzie wtedy zupełnie inny, lepszy. Bo nauczysz się być – dla drugiego człowieka. Nauczysz się pomagać mu bezinteresownie, nauczysz się spostrzegać dobro w drugim człowieku, a co najważniejsze – nauczysz się przebaczać. A kiedy już posiądziesz tę najtrudniejszą ze sztuk – przebaczanie – kiedy już z czystym sumieniem będziesz mógł mówić: „odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom”, wtedy wróć pod krzyż i wsłuchaj się w słowa Chrystusa. I módl się o przebaczenie.
Wypowiedz także nad moim grzechem przebaczające słowo swej niepojętej miłości. Przemów także za mną do Ojca: Przebacz mu, bo nie wie, co uczynił. Ja wprawdzie wiedziałem. Wszystko. Tyle, że o Twojej miłości nie wiedziałem.
Spraw też, abym pomyślał o Twym pierwszym słowie na krzyżu, kiedy bezmyślnie mówię, że odpuszczam swoim winowajcom. O, Boże mój na krzyżu miłości: nie wiem, czy rzeczywiście ktoś mi coś zawinił, co mógłbym mu odpuścić. Ale i tak potrzeba Twojej siły, aby przebaczyć – z serca przebaczyć – tym, którzy moją pychę i mój egoizm odczuwają wrogo. Więc przebacz mi, bo nie wiem, co czynię.