JA NIE WIDZĘ ŻADNEJ WINY W TYM CZŁOWIEKU. Kazania pasyjne. Droga krzyżowa dla dorosłych. Zobacz większe

JA NIE WIDZĘ ŻADNEJ WINY W TYM CZŁOWIEKU. Kazania pasyjne. Droga krzyżowa dla dorosłych.

Nowy

ks. Teodor Szarwark

: Biblioteka duszpasterza
: Książki

6,00 zł

Opis

To kolejny zbiór przejmujących kazań pasyjnych, w których ks. Teodor Szarwark szczegółowo analizuje mękę i śmierć Jezusa Chrystusa. Rozważa, co było ich przyczyną i jakie ma to znaczenie dla nas, ludzi żyjących w XXI wieku.
W zbiorze zawarte są również ciekawe rozważania na nabożeństwa drogi krzyżowej.

Więcej informacji

ISBN 978-83-733240-8-4
rok wydania 2007
typ wydania1 I
ilość stron 53
format A5

Opinie

Na razie nie dodano żadnej recenzji.

Napisz opinię

JA NIE WIDZĘ ŻADNEJ WINY W TYM CZŁOWIEKU. Kazania pasyjne. Droga krzyżowa dla dorosłych.

JA NIE WIDZĘ ŻADNEJ WINY W TYM CZŁOWIEKU. Kazania pasyjne. Droga krzyżowa dla dorosłych.

Produkty powiązane

Spis treści

TEMAT PIERWSZY
Śledztwo

TEMAT DRUGI
Grzech wydaje wyrok na Jezusa

TEMAT TRZECI
Prawdziwe oblicze grzechu

TEMAT CZWARTY
Przy słupie biczowania

TEMAT PIĄTY
Jezus ubiczowany

TEMAT SZÓSTY
Niepowodzenie Piłata

TEMAT SIÓDMY
Pojednanie przez cierpienie i miłość (o krzyżu – Wielki Piątek)

DROGA KRZYŻOWA DLA DOROSŁYCH
Wprowadzenie

 

Fragment

TEMAT PIERWSZY

Śledztwo

Zwróćmy dzisiaj swoje oczy na postać Piłata. Stoi on naprzeciw najwyższych kapłanów i tłumu ludu żydowskiego w bramie swojego pałacu.
Piłat miał dużą władzę i wielu żołnierzy gotowych wypełniać jego rozkazy. Bóg jeden wie, ile może zdziałać taki człowiek. A więc Chrystus dostał się w pewne i odpowiedzialne ręce. Tak by się przynajmniej wydawało. A kim okazał się Piłat, zobaczymy.
Wyobraźcie sobie salę sądową, sądu najwyższego w Warszawie, w Hadze, w Londynie, czy w innej metropolii. Stół nakryty zielonym płótnem, za stołem sędziowie w togach i biretach z godłem państwa na piersi. Oskarżony siedzi na jednej z ław otoczeniu policji. Zarzuca mu się najcięższe winy. Końcowa mowa naczelnego prokuratora i obrońcy już dobiega końca. Teraz ma być ogłoszony wyrok. Sala jest wypełniona publicznością.
Sędzia wstaje i wyjaśnia: „Zbadaliśmy dokładnie sprawę. Była ona rozpatrywana w wielu niższych instancjach, wreszcie u nas. Przesłuchaliśmy wielu świadków. Stwierdziliśmy to samo, co już wcześniej orzeczono. Nie znajdujemy żadnej winy w tym człowieku. A jednak skazujemy go na najwyższy wymiar kary”.
Zapewniam was, że po takim wyroku, ani jedna szyba nie pozostałaby cała w gmachu sądowym. Cały kraj byłby poruszony. Z pewnością odbywałyby się wiece protestacyjne. Uchwalono by rezolucje protestacyjne i wysyłano do najwyższych władz. Gazety na pierwszych stronach donosiłyby o niesprawiedliwości sądu. W sejmie posypałyby się interpelacje.
Popatrzmy teraz co się dzieje z Jezusem. Oto pierwsza scena. Jezus po raz drugi stoi przed Piłatem. Namiestnik podnosi się ze swojego miejsca sędziowskiego i ogłasza zdecydowanym głosem: „Przywiedliście mi tego człowieka pod zarzutem, że podburza lud. Otóż ja przesłuchałem Go wobec was i nie znalazłem w Nim żadnej winy w sprawach, o które Go oskarżacie. Ani też Herod – bo odesłał Go do nas: a oto nie popełnił On nic godnego śmierci. Każę Go więc wychłostać i uwolnię” (Łk 23,14-16).
Piłat usiadł. W tym momencie, niektórzy z obecnych zaczęli się uśmiechać Na obliczach innych pojawił się wyraz niesmaku. Ale nikt nie protestował, nikt nie podważył orzeczenia Piłata. Wszyscy stoją i przysłuchują się, jakby chodziło tu nie o życie, ale o jakąś operację handlową
Jezus patrzy i się przysłuchuje. Większość tych ludzi zna przecież osobiście. Zna ich imiona i nazwiska, wie gdzie mieszkają. Co więcej, zna ich dzieci. Na pewno między tymi ludźmi, nie ma ani jednego, który by nie słyszał głosu Jezusa. Jezus jest przecież osobą powszechnie znaną.
Wydaje się, że większość z obecnych jest zaskoczona, że Jezus stoi przed namiestnikiem cesarskim. To prawda, że w ostatnich dniach niepokojące wieści krążyły o Jezusie z Nazaretu. Któż jednak wie, ile w nich prawdy, a ile plotek. Choć te rozgłaszane wiadomości o zamiarze zburzenia świątyni jerozolimskiej, dają do myślenia. Jeden mówi to, drugi zupełnie coś innego. Właściwie nie wiadomo, co i jak. A w końcu co mnie to obchodzi. Niech sobie inni nad tym łamią głowę.
A teraz – druga scena. Od dawien dawna był zwyczaj w Jerozolimie, że z okazji święta Paschy wypuszczano na wolność jednego z więźniów. Gromadziło się przed bramą więzienia bardzo dużo mieszkańców by wziąć udział w wyborze więźnia, którego trzeba wypuścić. Krewni i znajomi każdego więźniów na wiele miesięcy wcześniej rozpoczynali już agitację między znajomymi i mieszkańcami Jerozolimy, aby ci, gdy przyjdzie czas, domagali uwolnienia ich syna, ojca czy brata.
Piłat postanowił wykorzystać ten zwyczaj.
Donośnie brzmi głos namiestnika cesarskiego. I oto ten człowiek mający władzę kieruje do zgromadzonego tłumu najgłupsze pytanie, jakie kiedykolwiek wypowiedziały ludzkie usta: „Którego chcecie, żebym wam uwolnił, Barabasza, czy Jezusa, zwanego Mesjaszem?”
Zapanowała grobowa cisza. Wszyscy byli zaskoczeni nie tyle pytaniem, ile przede wszystkim dziwnym zestawieniem tych dwóch osób. Daje się słyszeć pomruk, gdy każdy z obecnych półgłosem stawia sobie pytanie: „Kogo? Co takiego? Co on powiedział? Barabasza? Tego złoczyńcę? Tego zbrodniarza? Zdumieni spoglądają jeden na drugiego. Barabasza? Co on właściwie mówi? Przecież...
Nagle staje przed Piłatem posłaniec od jego żony z ostrzeżeniem: „Nie miej nic do czynienia z Tym Sprawiedliwym, bo dzisiaj we śnie wiele nacierpiałam się z Jego powodu” (Mt 27,19).
Ta krótka przerwa była faryzeuszom i kapłanom żydowskim bardzo na rękę. Zauważyli bowiem, że ich plan może się nie powieść. Może się nie udać. A więc przystępują do działania w myśl hasła: „Teraz, albo nigdy!” Wszystko zależy od tego momentu. „Barabasza!” – wołają na całe gardło „Wybieramy Barabasza!” „Wypuścić Barabasza!” „Precz z Jezusem!” „Na krzyż z Nim!” Ze wściekłością wymachują rękami, grożą pięściami. Przepychają się, biegają między ludźmi. Wszędzie ich pełno. Wołają na lewo i na prawo: „Wolność dla Barabasza! Precz ze zwodzicielem Jezusem!”
Krzyczą na ludzi. Upominają ich. Rzucają się jak drapieżne ptaki na stado ptactwa domowego. Nie chcą dopuścić, aby ludzie choćby przez chwilę pomyśleli, zastanowili się, poradzili siebie nawzajem, postanowili coś sensownego. Nie chcą dopuścić, aby ludzie porównali ze sobą te dwie postacie: Jezusa z Nazaretu i Barabasza, twarzą w twarz, oko w oko, czyn naprzeciw czynu, słowo naprzeciw słowa.
Biegają jak wściekli, wszędzie słychać ich krzyk. I choćby ktoś chciał sprzeciwić się, niestety, nie miał możliwości, nie miał szans. Przeciwnicy Chrystusa byli doskonale zorganizowani. W końcu udało im się. Zdobyli tłum!
I oto w tłumie poruszenie. Zaczynają odzywać się pierwsze głosy, potem następne. Krzyczą już wszyscy. Twarze się zmieniają, płoną nienawiścią. Tłum podnosi pięści. Wygląda jak falujące morze. Stłoczona masa ludzi porusza się to w jedną, to znów w drugą stronę: „Precz z Chrystusem!”
Piłat wstaje i powtarza z niepokojem: „Którego chcecie, żebym uwolnił?” A wtedy tłum już zgodnie krzyczy: „Precz z Jezusem!” „Wypuść Barabasza!”
Piłat blednie. Wyciąga rękę i nakazuje spokój. „Cóż więc mam uczynić z Jezusem, którego nazywają Mesjaszem?” Odpowiedź nie dała na siebie czekać. Nadeszła jak huk pioruna: „Ukrzyżuj Go!” „Cóż właściwie złego uczynił?” „Strać!” „Strać!” „Ukrzyżuj Go!” „Ja żadnej winy w Nim nie znajduję!” Niestety, nikt już nie zważa na te słowa. Ciągle słychać się wołanie tłumu: „Ukrzyżuj Go!” „A więc każę Go wychłostać a potem wypuszczę!” Ale jak salwy armatnie słychać tylko krzyki: „Strać!” „Ukrzyżuj Go!”
Tymczasem z brzękiem kluczy i z łoskotem otwierają się bramy więzienia. Barabasz jest wolny! Lud pełen podniecenia ciśnie się do bramy więzienia. Niecierpliwie oczekuje na Barabasza, wznosząc okrzyki radości. Ukazuje się uradowany Barabasz. Temu łotrowi, temu buntownikowi i zabójcy zgromadzony tłum oddaje cześć. Biorą go na ramiona i z okrzykami radości wynoszą na ulicę.
A tymczasem ręce żołnierzy brutalnie chwytają Jezusa i prowadzą na miejsce kaźni. Zdzierają z Niego szaty i przywiązują do kamiennego słupa.
Co, ukochani powinniście sobie uświadomić po dzisiejszym pierwszym rozważaniu męki Pana naszego Jezusa Chrystusa? Ano to, że w chwili popełnienia grzechu ciężkiego wybieramy zawsze siebie, wybieramy zawsze Barabasza, i krzyczymy: „Precz z Chrystusem!” Nie jesteś mi potrzebny. Dam sobie radę bez Niego. Co więcej! On mi przeszkadzasz w radosnym niczym nieskrępowanym używani życia! On mnie swoim zakazami i nakazami ciągle ogranicza. Tego mi nie wolno, tamtego mi nie wolno! Ja już ma dość tych Jego poleceń! Ja chcę żyć na luzie, bo żyje się tylko raz!
Droga siostro, drogi bracie, czy i ty tak myślisz? Może w ten właśnie sposób mówisz do swoich znajomych, kolegów i koleżanek.
Proszę cię bardzo nie wygłupiaj się, wycisz się! Teraz popatrz na Jezusa wystawionego w złocistej monstrancji. Na kolanach przeproś Go za te wszystkie tak bolesne dla Niego grzeszne wybory, za to pokrzykiwanie w Jego kierunku: „Strać Go!”, „Na krzyż z Nim!”. Na kolanach przeproś i postanów poprawę. Amen.